Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
Blog > Komentarze do wpisu

I jeszcze lepiej

  Wszyscy chyba już śpią, mnie też kołysze szum morza. A dziś jest wyjątkowo głośny, bo wiatr i fale są duże. Muzyka w okolicznych barach ucichła- cisza nocna, a morze nic sobie z tego nie robi. I tak jest dobrze. Pogoda ciut lepsza, chłodno nadal, ale przynajmniej nie pada. Mam nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami Nieokrzsanej będzie już tylko lepiej. Choć znając swoje szczęście, najlepsza pogoda będzie  w dniu wyjazdu. Ale nic to- jeszcze w domu będę miała tydzień urlopu i nic mi w odpoczywaniu nie przeszkodzi.

  Cukrzyca- też się uspokoiła. Dziś cały dzień cukry idealne, nawet chwilami nieco za niskie i Filip skwapliwie korzystał z możliwości bezkarnego podjadania. A czy ktoś mądry potrafi powiedzieć, dlaczego akurat dziś jest tak, a poprzednie dni wręcz przeciwnie? Niestety nie. Nieprzewidywalność cukrzycy mimo naprawdę solidnych starań i dyscypliny jest okrutna. Ja to ja, ale żal mi Filipa. W takie dni jak dziś udaje się zapomnieć o uciążliwościach, choć z kolei trzeba te cukry mierzyć często, żeby nie dopuścić do zbyt dużego spadku. Za to udało się spełnić kolejną zachciankę, lemoniada z cytryny, limonki i mięty, za to bez cukru. Chłopak w budce był nieco zdziwiony, kiedy wyciągnęłam pudełko ze stewią. Takie samo zdziwienie widuję na obiadach, kiedy dopytuję się o wagę ziemniaków lub frytek, kotleta, skład surówki. Zrezygnowałam z wyciągania wagi, bo trudno jest zważyć gotowe danie na talerzu. Na szczęście jest mnóstwo przydatnych stron i aplikacji, więc próbujemy oszacować ilość wymienników. I często to szacowanie sprawdza się bardziej niż moje skrupulatne wyliczenia. Cóż, taki urok cukrzycy. 

  A ja korzystam z większej ilości wolnego czasu i czytam. Obecnie na tapecie seria o Dorze Wilk, milutka fantasy z małą domieszką kryminału. Prawdziwe mroczne kryminały ostatnio mi się chyba już nieco "przeczytały", bo dużo ich było, teraz pora na lekturę nieco lżejszą i rozrywkową. Choć widzę, że mama średnio pozytywnie ocenia moje zaczytanie, zwłaszcza nowomodne wynalazki, typu telefon czy czytnik. Jeszcze normalna książka, to można zaaprobować, ale takie coś? Filip czyta normalną książkę i to dość grubą, więc z niego babcia się tylko podśmiewa.

  Jak się podobają rodzicom te wakacje? Mam nadzieję, że będą zadowoleni. Korzystają z atrakcji- zwiedzanie, rejsy statkiem, spacery nad morzem, odpoczynek. Choć jak na mój gust mama nieco za bardzo próbuje nami rządzić. Mną się nie daje, to próbuje chłopakami. Na porządku dziennym jest kupowanie różnego jedzenia i próba wciskania, mimo że tłumaczę- oni tego nie jedzą. Filip wielu rzeczy nie powinien, choć lubi (ociekające lukrem drożdżówki, słodkie jogurty itp), a Mateusz tego nie lubi, a jest na tyle grzeczny, że nie powie tego babci. A ją dziwi przegryzanie marchewki zamiast słodyczy, moja owsianka z chia na śniadanie (już usłyszałam, że to pewnie dużo kalorii- otóż nie!). Wolę wybrać się z chłopakami na lody lub gofry, niż kupić im chipsy. Najśmieszniej było, kiedy mama usiłowała nakarmić Matiego rybką wędzoną, bo taka smaczna i świeża. Mati nie tyka takich specjałów, ale nie chciał sprawić przykrości. Aż musiałam zainterweniować. Cóż, czasem ciężko temu starszemu pokoleniu przyjąć do wiadomości, że dziecko też człowiek i ma prawo do własnego zdania. Tak jak i ja- nadal dziecko, ale i odrębny człowiek z własnym życiem. Mama uczy się powoli, ale uczy się. I jest coraz lepiej...

środa, 23 sierpnia 2017, aga-joz

Polecane wpisy

Dodatki na bloga