Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
Blog > Komentarze do wpisu

Gorzej niż źle

  Nie, na szczęście nic złego się nie stało, ten tytuł to tak dla nadania dramatyzmu. Źle jest z moją kondycją. Zawsze miałam zadyszkę przy wchodzeniu na swoje piętro, czasem większą, czasem mniejszą. Ogólnie nie byłam nigdy jakoś specjalnie wysportowana. Przez ostatnie lata z przerwami chodziłam na jogę i pilates, bywało że i 3 razy w tygodniu. Cierpiałam katusze psychiczne, że nie zawsze udawało mi się dotrzymać kroku tym wszystkim wysportowanym dziewczynom, a bywało, że i paniom ciut starszym ode mnie. Ale wytrwałam, ćwiczyłam tak jak mogłam, najwyżej czasem odpuszczałam, kiedy już rzeczywiście nie dawałam rady. Nawet kiedyś instruktorka pochwaliła mnie za podejście- znam swoje ograniczenia, ale się nimi nie przejmuję i nie zniechęcam. Bo w grupie było kilkanaście osób stale ćwiczących i sporo takich, które przychodziły na kilka zajęć i odpadały. Potem niestety nasza instruktorka zrezygnowała z fitnessu, skupiła się tylko na rehabilitacji, a grupę przejęła pani Ola- zresztą nauczycielka w-fu w szkole moich chłopaków. Ale ona prowadziła tylko pilates- raz w tygodniu i treningi obwodowe (to nie dla mnie). I niestety zaczęło mi nie pasować. To dyżur, to inne zajęcie, to choroba. Mam nadzieję, że od września zgodnie z zapowiedziami pilates będzie 2x w tygodniu i tu już będę miała większe szanse dotrzeć na zajęcia. A jeśli nie, to zmienię miejsce, klubów jest u nas kilka. No ale przez tę przerwę moje mięśnie zastygły w bezruchu. Dziś obudziłam się o 5.30, sama, bez budzika, mój mózg widocznie uznał, że skoro powzięłam myśl o ćwiczeniach, to należy mi pomóc. I co? I jedno wielkie nic. Poćwiczyłam te pół godziny, ale zmachałam się okropnie, na dodatek ledwie dałam radę zrobić najprostsze asany, wszystko mnie ciągnęło i blokowało. Wniosek jest jeden. Jeśli chce rzeczywiście zacząć chodzić na jakikolwiek fitness od września, to muszę zacząć regularnie ćwiczyć w domu, żeby choć trochę kondycji złapać i nie spalić się ze wstydu na pierwszych zajęciach. Muszę i tyle, bo po prostu nie można tak dalej.

   Tak sobie wymyśliłam, dla zachęty- jeśli wytrwam w codziennych ćwiczeniach przez najbliższe 3 miesiące, nieważne czy w domu, czy gdzieś w klubie, nieważne, jaki rodzaj, byle coś było, a na dodatek uda mi się powstrzymać od podjadania i dzięki temu stracę choć trochę kilogramów, to sprawię sobie super niespodziankę. Już powoli myślę co to będzie. Najchętniej zafundowałabym sobie jakąś wycieczkę- marzy mi się Madera. Jest tylko mały problem- ja boję się samolotów, ale wydaje mi się, że skoro udało mi się przetrwać na szalonych rollercoasterach, to może i samolot przeżyję? Ta Madera chodzi mi po głowie od wielu lat, tylko zawsze były ważniejsze sprawy i jakoś nie mogłam zdobyć się na spełnienie tego marzenia. Może teraz, skoro potraktuję to jako nagrodę, to się uda? A jeśli nie Madera, to może być mniejsze marzenie, ale potrzebuję jakiegoś impulsu, żeby wytrwać, nie zniechęcić się po kilku dniach. Naprawdę potrzebuję tej dawki ruchu- to przecież wyzwala endorfiny, dzięki którym czujemy się szczęśliwi.

czwartek, 10 sierpnia 2017, aga-joz
Tagi: zdrowie ja sport

Polecane wpisy

Komentarze
2017/08/11 11:07:20
Dobrze znam ten ból. Też miałam ćwiczyć w okresie wakacyjnym i w grupie, i w domu, ale na dobrych chęciach się skończyło. Czekam na wrzesień, na powrót mojej stałej grupy "joga dla kręgosłupa", wtedy nie będzie... zmiłuj ;-) Nota bene jesteś dla siebie zbyt surowa, te pół godziny ćwiczeń porannych, pomimo ...zmachania się, to już krok do sukcesu. Z każdym kolejnym dniem, o ile wytrwasz, może być tylko lepiej. Więcej wiary we własne siły i możliwości ! :-) Pozdrawiam. I.
-
2017/08/11 16:48:00
Przed pierwszym lotem samolotem sześć lat temu wypiłam prawie całą butelkę neospasminy. I po nim stałam się fanką latania ;)
Zazdroszczę ci tego uporu, nie pamiętam, kiedy ostatnio ćwiczyłam. Jedyną gimnastyką, jaką uprawiam, jest 10 min. spacer do i z pracy + wejście na 4.piętro. Menopauza w pakiecie, po jakiejkolwiek aktywności fizycznej, nawet typu odkurzanie, pot ze mnie kapie i to dosłownie...
Madera jest przepiękna, to było też moje marzenie, już zrealizowane. Tylko pamiętaj, że na Maderze jest jedno z 10 najtrudniejszych lotnisk świata.
Dodatki na bloga