Codzienne i niecodzienne problemy mamy trójki chłopaków, aspirującej do bycia perfekcyjną
Blog > Komentarze do wpisu

Bilans zysków i strat

  Wczoraj podobno była ładna pogoda. Ciepło, słonecznie, jak już dawno nie było. Podobno, bo nie widziałam tego na własne oczy. Po piątkowym dyżurze wpadłam na chwilę do domu coś zjeść, przebrać się i pobiegłam na turniej. Trener poprosił mnie o zabezpieczenie medyczne i w ten sposób przesiedziałam na turnieju 12 godzin. Pierwsze dwa bloki niezbyt mnie interesowały, bo tańczyły dzieciaki w rekreacji i niższe kategorie. Mati tańczył dopiero w ostatnim bloku. Nadzieje były spore, wyszło jak zawsze. Owszem, tym razem awansowali do finału i w standardzie, i w łacinie. W łacinie ostatecznie zajęli 4 miejsce na 11 startujących par, co prawda zremisowali z parą z 3 miejsca, ale oni mieli nieco wyższe oceny cząstkowe. Rozczarowanie spore, bo naprawdę mało brakowało. W standardzie 5 miejsce na 11 par. Mogło być lepiej, jak zwykle czegoś zabrakło.

   Tak naprawdę pracy na turnieju to za wiele nie miałam- plasterek, tabletka przeciwbólowa, drobne skaleczenie, niewielka kontuzja do spryskania "zamrażaczem" i dużo czasu w hałasie. Wzięłam ze sobą książkę i przeczytałam prawie w całości. Jak skomentowała to moja koleżanka z liceum, która przyjechała na ten turniej z daleka (też ma syna tancerza, co prawda dopiero kilkuletniego, a z naszego miasta pochodzi jej mąż i przy okazji odwiedzili rodzinę)- a ty jak zwykle, z książką. No tak, w czasach liceum też czytałam na potęgę. Wkrótce powspominam więcej czasy licealne, bo już za 3 tygodnie zjazd. Oj, będzie się działo.

  Dzisiejszy dzień już nie był tak piękny, ale wystarczająco ciepły, żeby wyskoczyć na rower. Mamy piękną ścieżkę rowerową, Filip w końcu dostał nowy rower, więc trzeba było go wypróbować. No i teraz moje nogi cierpią. Wczoraj cały dzień na obcasach ( przyzwyczajałam stopy do szpilek), dziś intensywna jazda. Jutro będzie ciężko chodzić. I kondycja marna. Młody wyrwał do przodu, że dogonić go nie mogłam. Nie wiem ile przejechaliśmy, ale pewnie z 10 km. Pod koniec już zaczął spadać cukier. W sumie Filip mógłby pojeździć sam, ale boję się puścić go na taką wycieczkę właśnie ze względu na cukier. Nie wiadomo co może się stać, a nie zawsze dobrze wyczuwa spadki.

   Do strat dołożył się Kuba- wracał dziś z zajęć i złapał go deszcz. Nie miał parasola, a w plecaku był laptop. I podobno w autobusie jeszcze działał, a po powrocie do domu już nie. Zobaczymy, jakoś bardzo się nie martwię, będzie mniej grał. A jeśli rzeczywiście się zepsuł, to będzie musiał sam zapłacić za naprawę. Jak na razie ma pracę sezonową w ośrodku wczasowym, od jutra będzie robił za kelnera. Cieszy się, ale zobaczymy co powie za kilka dni, jak dopadnie go zmęczenie. Sam chciał. Ma podobno pracować całe wakacje z kilkudniową przerwą na wyjazd do Torunia. Tak sobie zaplanowali z dziewczyną. Cóż- wychodzi na to, że tegoroczny wyjazd wakacyjny będzie w okrojonym składzie.

  Tak więc bilans wychodzi mniej więcej na zero, może z lekkim odchyleniem na plus. Od jutra pogoda ma się znów pogorszyć, żeby nie było nam za dobrze

niedziela, 07 maja 2017, aga-joz

Polecane wpisy

Dodatki na bloga