Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Zakwasy

  Nie jestem sportsmenką, ale jednak jestem dość aktywna. Joga lub pilates 2-3 razy w tygodniu. Mieszkam na 3 piętrze, więc codziennie wielokrotna wspinaczka. W domu też mam schody, a że nie umiem rozplanować dobrze tego, co robię, to też nabiegam się solidnie. Po moich treningach, które bywają intensywne, zakwasów nie miewam, czasem przyjemny ból rozciągniętych mięśni. Tymczasem wczoraj umyłam wszystkie okna w mieszkaniu- 4 normalne, 2 balkonowe. Co to było dla w miarę młodej, zdrowej osoby? Już wieczorem czułam lekkie zmęczenie- nawet zasnęłam przed telewizorem i nie obejrzałam do końca mojego ulubionego programu.  A od rana czuję się jakby przejechał po mnie walec- zakwasy w stopach, dłoniach, ból kolan, pleców. Przejdzie oczywiście, ale jest to okropne. I tak sobie myślę- mogłam lepiej wykorzystać piękną sobotę...

   Chyba jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby już 2 tygodnie przed świętami mieć czyste okna. Zazwyczaj na święta nie ma nas w domu, więc nie kłują mnie w oczy. I czasu zazwyczaj nie mam, i pogoda byle jaka. Mnóstwo wymówek się znajdzie, żeby nie zabrać się za porządki. A wczoraj jak na złość- pogoda piękna, wolna sobota, a i na święta pewnie sporo będziemy w domu, więc uległam pokusie. Jak widać nie powinnam. Żeby nie było- słoneczną sobotę wykorzystałam też na dłuuugi spacerek z chłopakami i kebeb na kolację. Filip był na szkolnym turnieju szachowym- zajął 2 miejsce (nie szkodzi , że na 5 osób, był bardzo zadowolony), Mati zrobił chyba ze 20 km rowerem.

   Chłopaki bardzo kebeb lubią, więc zabrałam ich na tę przyjemność, bo dzielnie pomagali mi przy sprzątaniu. Ja nie przepadam za tym smakołykiem, chyba że wegetariański, z kotlecikami z ciecierzycy, ale akurat nie było. Trochę bałam się jakie będą cukry, ale wczorajszy dzień był wyjątkowo dobry, wieczór balansował na granicy hipoglikemii, a noc- szkoda gadać. Jako nagrodę w turnieju szachowym Filip przyniósł czekoladę- 2 kawałki zjadł do obiadu, a potem zachwycony, przy niskich cukrach podjadał jeszcze kilka razy. Oczywiście rozsądnie i z wyliczaniem, bo wiadomym jest, że czekolada zawiera dużo tłuszczu, który spowalnia wchłanianie węglowodanów i nie podnosi cukru szybko, a raczej w późniejszym czasie, co może być przyczyną szaleństw cukrowych. Dlatego pamiętajcie- w hipoglikemii nie czekolada- sok, miód, kostka cukru, zwykła landrynka, nie czekolada! Kebab był trudny do wyliczenia, więc insulina poszła na wyczucie, z opcją dodania w razie hiperglikemii. W sumie niewiele tej insuliny Filip dostał jak na prawie pół kilograma jedzenia (kebab w chlebie pita, z warzywami, mięsem z kurczaka i sosem ważył 450g!). No i niestety, pomyliłam się- cały wieczór i pierwszą część nocy trzeba było dosładzać, zmniejszałam bazę, skasowałam bolus przedłużony- podałam go znacznie później. A od 2 do rana tradycyjne 200. Nie wiem na ile to konsekwencja odbicia, a na ile objaw brzasku, pewnie pół na pół. Muszę znów poprzestawiać bazę, ale mam duże wątpliwości, bo to będzie totalne zamieszanie. Cóż, wiosna, jak czytam wypowiedzi innych mam na Facebooku, to u wielu tak jest. Trafi się ładna pogoda, od razu więcej ruchu i natychmiast zamieszanie w cukrach.

   A ruch jest potrzebny. Nigdy wielką fanką sportów nie byłam, ale w miarę upływu czasu i przybywania kilogramów doceniam jego wartość. Chciałabym coś więcej niż te moje dotychczasowe treningi, ale ciężko wybrać. Nie lubię basenu, pływam bardzo słabo. Rower owszem, ale tu przeszkadza głównie pogoda- jak jest ładnie, to można pojeździć, gorzej, że to "ładnie" bywa zbyt rzadko. Bieganie mnie kusi, ale na to mam za słabą kondycję, łapie mnie zadyszka i wypluwam płuca po 200 m. Pewnie powoli doszłabym do formy, ale zanim to się stanie to szkoda gadać. I pogoda też tak samo działa jak z rowerem. Zostają mi ćwiczenia przed komputerem. Ale i tu znajdzie się jakaś przeszkoda- niby postanowię, że o 20 mam pół godziny na ćwiczenia, a tu wyskakuje mnóstwo innych rzeczy do natychmiastowego zrobienia. A kiedy mam już czas, w środku nocy, to ćwiczenie nie jest najlepszą opcją. Dlatego podziwiam moją młodszą siostrę. Nigdy nie miała nadwagi, jest szczupła, a ostatnio wręcz chuda, ale ćwiczy regularnie z Chodakowską, choćby się paliło i waliło. Ja nie jestem aż tak zmotywowana, a szkoda. Bo potem wystarczy chwila i jęczę z powodu zakwasów...

niedziela, 02 kwietnia 2017, aga-joz

Polecane wpisy