Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Błogie lenistwo

   No może nie całkiem lenistwo, ale na pewno błogie. Spokój, spokój i jeszcze raz spokój. Pewnie to jak zwykle cisza przed burzą, bo znając życie za chwilę coś wybuchnie, ale na razie rozkoszuję się tą błogością i planuję rozkład zajęć na najbliższe dni.

   W szkole spokój. W piątek Kuba ma zakończenie roku szkolnego. Wspomniał mi wcześniej, że rodzice mogą przyjść, ale on nie radzi, bo będzie długo i nudno (ale czy ja już o tym przypadkiem nie pisałam?). A dziś kolega z pracy, którego córka uczy się razem z Kubą, pyta czy idę na zakończenie roku. No idę, oczywiście. Nie mogliśmy tylko dogadać się co do godziny, bo według Kuby na 9, a kolega twierdził, że na 13. W domu okazało się, że jednak na 13 i nawet otrzymałam oficjalne imienne zaproszenie. Czyli pewnie będą podziękowania za zaangażowanie w pracę przy studniówce. Miło zostać docenioną... Matury coraz bliżej,  Kuba nadal się nie uczy, bo już nie warto, stresu po nim nie widać. Może to i dobrze, że podchodzi tak na luzie. Jak się okazało, to liceum skończy ze średnią 4,46. Zupełnie nieźle, choć ten wynik jest zasługą przedmiotów typu w-f, wiedza o kulturze, podstawy przedsiębiorczości itp. Zobaczymy jak pójdzie matura. No i potem jeszcze wybór studiów.

  Mati jako moje średnie dziecko żyje sobie cichutko i prawie niezauważalnie. Kłopotów nie sprawia, czasem trochę pobuntuje się, ale nieszkodliwie. Oceny ma dobre, czasem jest jakaś wpadka, ale na ogół się stara. Trochę gorzej jest z tańcami. Tu nie do końca potrafię go zrozumieć, bo tak- chodzi na treningi chętnie, ma ze swoją partnerką lekcje dodatkowe. Lubi taniec, ale nie traktuje go jak życiowej pasji, raczej jako sposób na fajne spędzanie wolnego czasu. I tu pojawiają się zgrzyty z partnerką i jej mamą. Bo one taniec traktują priorytetowo, jako najważniejszą rzecz w życiu i lekko świrują. Nie wydaje mi się, żeby już teraz trzeba było stawiać na zawodowstwo w tańcu. To ma być dobra zabawa i przyjemność, a nie poświęcanie wszystkiego dla tańca. Fakt, nie jest to tanie hobby, bo stroje, treningi, wyjazdy na turnieje- to wszystko sporo kosztuje, ale naprawdę mają jeszcze przed sobą dużo czasu. Co z tego, że szybko osiągną jakąś wysoką klasę taneczną? Wielu tancerzy z naszego klubu kończy karierę w okolicach klasy C lub B, tańczą zazwyczaj do matury, niektórzy próbują jeszcze na studiach, ale bez szaleństwa. No chyba że ktoś rzeczywiście myśli o tańcu jako o sposobie na życie, chce zostać instruktorem i zarabiać na swojej pasji, ale to nie takie łatwe. Największy problem mamy z turniejami. Niestety są one zazwyczaj daleko. 150-200 km to norma, ale tak to jest, jak się mieszka na głuchej prowincji. Te wyjazdy są dość męczące, droga długa, na turnieju też nie jest lekko- hałas, stres, napięcie, wraca się bardzo późno. Cały weekend z głowy. Mateuszowa partnerka i jej mama chciałyby jeździć co tydzień, nawet jeśli jest bardzo daleko- tyle tylko, że najczęściej to ja mam być kierowcą, z rzadka jedzie tata partnerki. Tydzień temu był turniej- ponad 300km, ja miałam wtedy w sobotę dyżur, więc oni już się zdeklarowali, że pojadą, ale Mati nie chciał jechać sam- bo za daleko, bo sam, bo nie. Oj, ciężką miałam przeprawę, już kariera taneczna i porozumienie między rodzicami wisiało na włosku, na szczęście dziewczyny zmądrzały, okazało się, że konkurencja jest za mocna i nie warto się szarpać, bo niewiele osiągną. Ale niesmak pozostał. Druga strona pozostaje głucha na moje argumenty- mam wytłumaczyć Mateuszowi, że na tym polega ten sport, on musi się przełamać, inne pary przecież jeżdżą, więc i my musimy. Dobrze, że do wakacji najbliższe 5 turniejów jest maksymalnie do 150km, w tym 2 organizowane przez nasz klub: u nas i w sąsiednim mieście, ale obawiam się, że po wakacjach problem wróci.

  Cukrzyca spokojnie, bardzo spokojnie. Zwiększenie bazy okazało się strzałem w dziesiątkę. Dziś najwyższy cukier był 140. Oczywiście nie łudzę się, że tak będzie zawsze, ale dobrze pocieszyć się choć kilkoma dniami stabilności. I nie musieć wstawać po kilka razy w nocy. Spać chodzę i tak koło północy, ale przynajmniej śpię do rana. Czasem się budzę, ale zaraz zasypiam. Niestety im dłużej śpię, tym mniej jestem wyspana, taki paradoks.

  Kolejny paradoks dotyczy wolnego czasu. Wczoraj i dziś miałam wolne popołudnie i co? Czas przeciekł między palcami, nie wiem co takiego robiłam, a tu nagle wieczór. Wczoraj umyłam okno, duże, balkonowe, więc trochę czasu mi to zajęło, dziś tylko pranie i obiad na 2 kolejne dni. Niestety- im więcej wolnego czasu, tym trudniej się zorganizować, przynajmniej ja tak mam. Następstwem jest też długość dzisiejszego wpisu- chyba pobiję rekordy, a wcale nie mam ochoty kończyć, pomysłów w głowie sporo. Jeśli dziś nie zapiszę, to do jutra zapomnę. Tym bardziej, że na długi majowy weekend też się sporo zajęć szykuje. Jako rzecz najważniejsza- niespodziewanie nie mam dyżurów. Zaklepałam sobie wolne już dawno temu ze względu na planowany zjazd mojego roku studiów po 20 latach od zakończenia. Tymczasem zjazd został przeniesiony na jesień i tym sposobem nie muszę pracować. W poniedziałek idę do pracy, ale poza tym- tyle dni bez zaprzątania sobie głowy jak to wszystko pogodzić, żebym tylko nie rozchorowała się z nadmiaru...Oczywiście wszystkie kąty w domu aż krzyczą, żeby się nimi zająć, ale przecież nie pora na to, w święta należy świętować. Z tej okazji rodzina byłegomęża (bratankowie teściowej) w sobotę organizuje ognisko. Pomarudzę- czemu akurat w sobotę? Wolałabym w sobotę nadrobić kilka zaległości, chociażby dokończyć mycie okien, bo jeszcze 3 mi zostały, poszaleć na zakupach, a nie udawać szczęśliwą rodzinę, która zgodnie współistnieje mimo rozwodu. Chyba sobie odpuszczę, niech myślą co chcą, byłymąż z chłopakami pewnie pojedzie, a ja będę miała wolną chatę. I wiem co mogę wtedy robić. Od kilku miesięcy stoją w szafce 2 puszki piwa- radler 0% i gruszka z chili (wiem, nikt tego nie nazwie piwem). Smakoszem nie jestem, alkoholu prawie nie używam, ale może udałoby mi się przy filmie jakoś je zmęczyć. Zaczynam oglądanie seriali. Na ogół nie mam do tego cierpliwości, ale Kuba pokazał mi gdzie mogę w internecie znaleźć to, co mnie interesuje i może się wciągnę. Obecnie mam na tapecie "Chirurgów" sezon 4. Leci w telewizji, nagrywałam i z dużym opóźnieniem oglądałam 1 i 2, kawałek 3, miałam zrezygnować, ale wtedy Kuba mnie oświecił, jak to się robi we współczesnym świecie. Bo taka zacofana jestem. Przecież serial jest stary, sezonów ma już 13, a ja dopiero zaczyna go oglądać. Kiedyś próbowałam, ale brakowało mi czasu na takie bzdury, a teraz mam ochotę w ten sposób się odstresowywać. Lubię dobre medyczne seriale, dzięki "Chirurgom" mam zapewnioną rozrywkę na pół roku.

  Chyba dość na dziś, bo teraz przez tydzień nie będę miała o czym pisać. Chyba, że wybuchnie jakaś bomba i zniszczy ten mój błogostan...

środa, 27 kwietnia 2016, aga-joz

Polecane wpisy

Komentarze
2016/04/28 09:50:36
Popieram sobotnie plany. Coś dla siebie nie koniecznie dla rodziny byłego. Ja też tak mam, że jak więcej luzu to mniej czasu.